Friday, January 18, 2013

START 16/01/2013 - Sroda/Mercredi/Wednesday/Miercoles

Nasza wyprawa do Peru zaczyna się na dobre dzisiaj, ale jej pomysł leżakował w głowach od dawna. Wprawdzie nie we wszystkich. Tylko w Bobisiowej. I to od dobrych 20 lat. Żoną Bobisia jest Julia, prawdziwa Peruwianka. Bobiś zna Peru. Julia, arcyzrozumiałe samo przez się, też.  

Bobiś jest kierownikiem wycieczki, co można poznać po jego czapeczce. Jako  kierownik przyleciał tu już w niedzielę. Dziś rano mógł czekać na lotnisku najpierw na Piotrka i Maćka, a potem na Jolę, Agnieszkę, Pawła i Jaśka. 

Piotrek przyleciał z Madrytu, Maciek z Toronto, pozostali z Paryża (10280 km, 12 godzin lotu). Z Paryża samolot wyleciał o 12.00 w południe, ale po przylocie w Limie ciągle była godzina 18.00. Takie piękne wydłużenie dnia dało naszej grupie możliwość rozpoczęcia intensywnego życia wieczornego. Poszliśmy nad Pacyfik. Rzeczywiście był SPOKOJNY. Uspokojeni przez naturę zjedliśmy fantastyczną kolacje. Dzięki Julii i Piotrkowi mogliśmy zamawiać dania z objaśnieniami (prawie jak przepisy kulinarne). Było epicko! Przede wszystkim ciepło. 28°C (w Paryżu przed startem samolot musiał zostać poddany  odlodzeniu!).


Czekamy na odlodzenie przed odlotem / En attendant le dégivrage
















Lecimy! / On y va!

























Notre aventure péruvienne commence aujourd'hui. Même si l'idée est née dans nos têtes (pas dans toutes les têtes) il y a un certain temps, c'est d'abord dans la tête de Bobis que cette idée a germé. Il y a déjà une vingtaine d'années. C'est pourquoi aujourd'hui nous voyons Bobis avec la casquette "Chef de groupe". Julia, la femme de Bobis est Peruvienne. Le Chef et son épouse sont arrivés au Pérou dimanche dernier afin d'accueillir les autres membres de l'escapade à l'aéroport : ce matin Maciek et Pedro, ce soir Agnieszka, Jola, Paul et Janusz. Pedro est venu de Madrid, Maciek de Toronto et les autres de Paris. 10280 km, 12 heures de vol. Cette première journée est rallongée de 6 heures par le décalage horaire... Magique : on décolle à midi, on vole pendant douze heures et on arrive à 18h à Lima! La première chose qu'il fallait voir dès ce soir c'était l'Océan! Effectivement, très Pacifique. Puis, apaisés par la nature, nous avons choisi un restaurant pour le dîner. Julia, Bobis et Pedro - nos hispanophones - ont brillamment traduit le menu, ce qui nous a permis de choisir les meilleures spécialités à déguster. Un début parfait. Il fait très chaud. Nous sourions en nous souvenant du dégivrage de l'avion ce matin à Roissy. Même si nous y retournerons dans trois semaines. Aujourd'hui, l'aventure est encore devant nous!

3 comments:

  1. Et en français !!!!??? On veut tout savoir !!
    Bises
    Charlotte

    ReplyDelete
  2. Miłych wrażeń i miliona zdjęć z Machu Picchu:))

    Renata

    ReplyDelete
  3. Czolem Brygada!

    No, to zapowiada sie dobrze i jak w bajce :-). Oby tak dalej!
    Mamy nadzieje, ze blogowanie rozkreci sie razem z Wami. Moze nawet jakies fotki sie pojawia?
    Zazdroscimy ciepelka - Europe zasypal bialy puch, a w Toronto dosc mocne mrozy. A wiec wygrzewajcie sie na zapas.
    Powodzenia i wszystkiego "naj"!
    Ika & Marta

    ReplyDelete