Machu Picchu
Jesteśmy w
Aguas Calientes. O 5.00 rano pędzimy do autobusu, który zawozi turystów na
Machu Picchu (pisownia tej nazwy bywa różna, ponieważ język quechua nie miał
wersji pisanej). W kolejce po bilety stanął Bogdan, bez śniadania zresztą. Dzięki niemu możemy jechać już drugim z kolei autobusem.
Droga zaczyna się nad brzegiem wściekle rwącej Urubamby. Prowadzi serpentynami nad przepaściami prawie pionowymi. Rzeka coraz bardziej “maleje”, aż z góry będzie widoczna jak wąska wstążeczka. Widok na inne zielone o tej porze góry niesamowity. Wierzchołki we mgle. Na samej gorze jesteśmy właściwie otoczeni morzem mgieł.
Machu
Picchu to przykład naprzemiennych zmagań natury i kultury. Miasto wydarte dżungli, ale w swoim czasie ukryte przez dżunglę. Położone na niebotycznie wysokiej
górze, otoczone podobnymi górami, z których każda mogłaby właściwie ukrywać jakąś tajemnicę. Poszukiwanie legendarnego miasta musiało na początku XX
wieku oznaczać nadzieję na łut szczęścia, przypadek.
Machu
Picchu to także rezultat zderzenia kultur, z których jedna miała się za lepszą, traktując drugą jako znak barbarzyństwa. Hiszpanie, dążąc do opanowania kraju,
wysiedlili Inków z Cusco. Inkowie zbudowali więc miasto w niedostępnym miejscu. Dżungla dodatkowo ukryła dżungla. W tym mieście mogło mieszkać 1000 ludzi. Nie można sobie raczej wyobrazić takiego miasta, jeśli się go nie poczuje w
“nogach”, a jest co czuć.
A poza tym widoki!!! Raz mgła opada, potem się podnosi, znów opada, świeci ostre słońce, dookoła wspaniale, potężne pokryte zielenią góry. Piękno przyrody powala. Człowiek myśli o zmienności losu, o opozycjach miedzy kulturą i naturą, o kulturowym znaczeniu pojęć kultura i barbarzyństwo. O tym, jak mieszają się kultury i jak jedna czerpie z drugiej, jak się stapiają, jak jedna wyziera spoza drugiej i na odwrót.
A poza tym widoki!!! Raz mgła opada, potem się podnosi, znów opada, świeci ostre słońce, dookoła wspaniale, potężne pokryte zielenią góry. Piękno przyrody powala. Człowiek myśli o zmienności losu, o opozycjach miedzy kulturą i naturą, o kulturowym znaczeniu pojęć kultura i barbarzyństwo. O tym, jak mieszają się kultury i jak jedna czerpie z drugiej, jak się stapiają, jak jedna wyziera spoza drugiej i na odwrót.
Janusz,
Maciek i Piotrek wspięli się Waynapicchu (2693 m n.p.m.). Tę wyprawę dokumentują zdjęcia.
Wspinaczka trwała dobrze ponad godzinę i była bardzo trudna. Na
szczycie koszulki nadawały się do wykręcania. Satysfakcji z tego wyczynu nic nie pobije - mówi Janusz! Wierzymy mu chętnie.
Przed
zjazdem w dół cała grupa spotkała się
ponownie. Piliśmy szampana (ten niesiony przez Janusza był na Waynapicchu), rozwijając narodowe flagi. Nasze mundurki i podejmowane akcje budziły powszechną sympatię, ciekawość, wręcz oczarowanie, co dawało początek miłym rozmowom.
Dobrze jest obserwować, jak wielu młodych ludzi przyjeżdża tutaj i widzieć takie “zbratanie” różnych nacji nawzajem ciekawych siebie. Pytania o to, skąd jesteśmy, jakim językiem mówimy, są na porządku dziennym. Inni też opowiadają o swoich doświadczeniach w drodze. Współcześni turyści – obywatele świata – symptom naszych czasów.
Mile
spotkanie z
Niemcami z Bremy, z młodymi dziewczynami z Tajwanu, z grupą Japończyków i... z Ukraińcami ze Lwowa. Starszego, bardzo sympatycznego pana ze Lwowa spotkaliśmy potem jeszcze kilka razy, zwiedzając zakątki ruin. Rozmawiał z nami po polsku i na pożegnanie ucałował szarmancko dłonie naszych pań. Agnieszka, Julia i Jola o mało co nie pękły z dumy : ręce im całowano... na Machu Picchu !
Spotkanie z Lwowiakiem
Rencontre avec le Lvivien
Spotkanie z Lwowiakiem
Rencontre avec le Lvivien
Pogoda nam
sprzyja od początku wyprawy. O tej porze roku na Machu Picchu trzeba się spodziewać deszczu. Meteorolog spotkany tam przy pracy przestrzegł nas, że dzień będzie pochmurny, ale wyszło słońce i było pięknie.
Wracaliśmy popołudniowym pociągiem do Ollantaytambo. Taki pociąg ma okna także w dachu, co pozwala widzieć wierzchołki gór pionowo wznoszących się ku niebu. Góra obok góry, każda dostojna i piękna, jakby osobna w całym tym łańcuchu górskim. Pociąg jedzie przez wąwóz i jest znakiem współczesnej cywilizacji i współczesnej turystyki.
Z Ollantaytambo wracamy naszymi samochodami do Cusco. Kolacja w restauracji Sara.
Bardzo dobra. Wszyscy jesteśmy naprawdę porządnie zmęczeni i do hotelu idziemy prawie śpiąc.
Jutro lecimy samolotem do Puerto Maldonado w dżunglę.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Aguas Callientes, 5h du matin. Nous prenons le car direction Machu Picchu (le nom peut être écrit séparement ou en un seul mot - le quechua est à l'origine, une langue exclusivement orale).
Bogdan nous a acheté les billets - il y est allé pour faire la queue sans même prendre son petit déjeuner. Grâce à lui, nous voyageons dans le deuxième car.
La route commence le long de la rivière Urubamba. Ses eaux descendent et foncent comme une furie à cette période de l'année. Ensuite, la route monte en zigzag, à chaque virage nous pouvons admirer les précipices et observer Urubamba devenant rapidement un petit ruban beige au fond de la vallée.
Les montagnes sont différentes de celles près d'Arequipa. Toutes vertes et pointues, elles ressemblent à d'énormes rochers. Elles sont complètement couvertes de végétation, les sommets chachés dans les nuages. Arrivés en haut, nous nous trouvons au milieu de cet océan de nuages et de brouillard.
Le Machu Picchu surprend. Nous entrons dans le site par un portique électronique. Nos billets sont scannés. On dirait le Musée du Louvre...
Mais ensuite... la nature dans toute sa splendeur. Le Machu Picchu apparaît comme le résultat d'un combat de la nature et de la culture. Des cultures. Le site arraché à la jungle, ensuite protégé et caché par la jungle pendant des siècles. Tout en haut d'une montagne, entouré de dizaines de montagnes semblables. Retrouver ce site au début du XX siècle relevait déjà d'un miracle. Une chasse au trésor réussie.
C'est aussi le lieu d'un combat de deux cultures entre elles, dont l'une se considerait supérieure, tenant l'autre pour barbare. Les Espagnols ont chassé les Inkas de Cuzco. Les Inkas ont construit ce site afin de se faire oublier des conquistadors.
Plus de mille personnes ont habité ici. Il faut se balader, savoir s'y perdre pour sentir cette ambiance unique. Un dédale d'escaliers et de terrasses. Mal aux jambes, mal aux pieds - ceci fait aussi partie de notre perception du site et restera gravé dans nos souvenirs.
Et ces vues... ces paysages... le brouillard se lève et revient, le soleil éclaire les montagnes et les pierres, puis il se cache dans les nuages, ensuite il réapparaît. Le spectacle grandiose de la nature nous met à genoux. La nature et la culture. Les cultures et leurs interdépendances. Elles se combattent, mais elles finissent par se mélanger, se fondre et puiser l'une dans l'autre pour donner cette image hétéroclite du Pérou d'aujourd'hui. On ne sait plus séparer les deux cultures. On observe par moment les éléments de l'une et de l'autre culture prendre le dessus afin de, pour finir, nous en "mettre plein les yeux".
Pendant que nous ne sentons plus nos jambes, à monter et descendre les escaliers du site principal, Maciek, Janusz et Pedro se sont donnés un défi d'atteindre le sommet du Waynapicchu (2693m n.p.m.), le rocher qui surplombe le Machu Picchu. L'escalade a duré une bonne une heure et demie et était plutôt difficile. Ils y ont vraiment "mouillé leur chemise". En arrivant en haut, leurs T-shirts étaient bon à essorer.
Janusz a dit : "Rien ne peut égaler la joie de regarder le Machu Picchu d'en haut"... On veut bien le croire. Un exploit dont nous sommes tous très fiers. Les nôtres ont réussi l'ascension du Wayna!
Pendant ce temps, en bas, nous avons failli sacrifier Agnieszka sur un autel en pierre, mais un garde nous a rappelé à l'ordre. Le site est en fait très surveillé. On ne peut s'assoir n'importe où ni faire n'importe quoi. Le respect de l'Histoire oblige.
Nous nous sommes retrouvés tous en bas, à la sortie du site. Nous avons déployé encore une fois nos drapeaux respectifs et nous avons ouvert nos deux bouteilles de champagne dont une a fait l'ascension de Wayna avec Janusz.
Nos T-shirts ont beaucoup plu, on reconnaissait les membres de notre groupe. A l'intérieur du site, nous avons rencontré des touristes qui nous abordaient en disant : "nous avons croisé les vôtres là haut, sur Wayna !".
Il était plaisant de remarquer que les jeunes de tous les pays du monde visitent le site, se rencontrent, discutent et échangent leurs expériences. Les touristes d'aujourd'hui - citoyens du monde, la marque des temps modernes.
Nous avons rencontré des Allemands de Brème, des jeunes filles Taiwanaises, un groupe de Japonais et... des Ukrainiens de Lvov, dont un papy parlant le polonais. Une rencontre très sympathique. Au moment de nous quitter, le papy a fait preuve de courtoisie à l'ancienne avec un baise-main à "nos filles".
Après cette rencontre, Agnieszka, Julia et Jola continuaient la visite fières comme des paons : un baise-main au Machu-Picchu, ça n'arrive pas à tout le monde!
Une expérience inoubliable. Le Machu Picchu a dépassé toutes nos attentes. C'est réllement un endroit sur terre qu'il faut voir une fois dans sa vie...
Nous rentrons à Ollantaytambo par le train de l'après-midi, puis nous reprenons nos voitures pour retourner à Cuzco. Juste avant de monter dans les voitures, nous nous achetons du maïs au fromage... mmmmmm....
Dîner dans le restaurant Sara à Cuzco. Très bon. Pas étonnant, le tuyau vient du Guide du routard de Gérard!
Très fatigués, nous rentrons à l'hôtel. Le ledemain, nous nous envolons vers la selva.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Estamos en Aguas Calientes. Alrededor de las 5:00 am corremos hacia un autobús que lleva a los turistas a Machu Picchu (la escritura del nombre es a veces diferente, ya que el quechua no tenía forma escrita segun la gente de alli es Machupicchu). Gracias a Bogdan , que se fue a por los billetes sin desayunar podemos montar en el segundo autobús.
El recorrido comienza por la orilla del rio Urubamba que lleva sus aguas furiosamente. El camino empinado con serpentinas y paredes verticales nos lleva hasta la montaña de Machupicchu. El rio en cada momento se hace mas pequeño. Alrededor hay otras montañas con las cimas cubiertas de niebla. Ver estas montañas es algo que se graba en nuestras mentes.
Machu Picchu es una ciudad en un bello paraje que esta a mitad de camino entre la amazonia y los andes que en su tiempo florecia de vida y comercio. Fue descubierta por casualidad porque despues de su declive la oculto vegetacion de la selva. Rodeada con montañas con un rio de exuberantes aguas mas abajo tenia que ser una ciudad privilegiada para vivir. Esta ciudad albergaba alrededor de 1000 personas. Para conocerla una poco y sentir como podria ser la vida en ella hay que emplear a fondo sus pies. Es lo que hicimos.
Las vistas impresionan. La niebla descende luego sube otra vez sale el sol abrasador y baña con su luz las grandes montañas cubiertas de vegetacion y el valle con su rio.
Janusz, Maciek y Pedro subieron a Waynapicchu (2693 m) lo que documentaron con fotos. Escalada duró más de una hora y fue muy difícil. En la parte superior las camisetas se podria escurrir de sudor, pero segun dice Janusz lo que cuenta es la verdadera satisfaccion y obviamente las vistas increibles.
Antes de abandonar esta antigua ciudad todo el grupo se reunió de nuevo. Bebimos champán (que tambien ha subido a waynapicchu dentro de las mochilas) sacamos nuestras correspondientes banderas y nos hacemos una foto de recuerdo. Por cierto nuestras camisetas y gorras oficiales despiertan curiosidad y dan lugar a entablar conversaciones con gente de otros paises. Preguntas acerca de dónde somos, qué idioma hablamos, están en el orden del día. Otros también hablan de sus experiencias en el camino. Turistas modernos - los ciudadanos del mundo - un síntonia perfecta.Hablamos con los ucranianos de Lviv, alemanes de Bremen, chicas de Taiwan y un grupo de Japoneses.
En esta época del año en MachuPicchu deberiamos esperar la lluvia. Sin embargo salio el sol y todo fue precioso.
Volvimos en el tren de la tarde a Ollantaytambo. El tren también tiene ventanas en el techo, lo que le permite ver las cimas de las montañas se elevan verticalmente hacia el cielo. Al lado de vias del tren el rio Urubamba con sus aguas turbias.
De Ollantaytambo a Cusco volvemos con nuestros coches. La cena en el restaurante Sara. Muy bueno. Estamos todos muy cansados y vamos al hotel casi durmiendo.
Mañana volamos en avión a Puerto Maldonado en la selva.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Aguas Callientes, 5h du matin. Nous prenons le car direction Machu Picchu (le nom peut être écrit séparement ou en un seul mot - le quechua est à l'origine, une langue exclusivement orale).
Bogdan nous a acheté les billets - il y est allé pour faire la queue sans même prendre son petit déjeuner. Grâce à lui, nous voyageons dans le deuxième car.
La route commence le long de la rivière Urubamba. Ses eaux descendent et foncent comme une furie à cette période de l'année. Ensuite, la route monte en zigzag, à chaque virage nous pouvons admirer les précipices et observer Urubamba devenant rapidement un petit ruban beige au fond de la vallée.
Les montagnes sont différentes de celles près d'Arequipa. Toutes vertes et pointues, elles ressemblent à d'énormes rochers. Elles sont complètement couvertes de végétation, les sommets chachés dans les nuages. Arrivés en haut, nous nous trouvons au milieu de cet océan de nuages et de brouillard.
Le Machu Picchu surprend. Nous entrons dans le site par un portique électronique. Nos billets sont scannés. On dirait le Musée du Louvre...
Mais ensuite... la nature dans toute sa splendeur. Le Machu Picchu apparaît comme le résultat d'un combat de la nature et de la culture. Des cultures. Le site arraché à la jungle, ensuite protégé et caché par la jungle pendant des siècles. Tout en haut d'une montagne, entouré de dizaines de montagnes semblables. Retrouver ce site au début du XX siècle relevait déjà d'un miracle. Une chasse au trésor réussie.
C'est aussi le lieu d'un combat de deux cultures entre elles, dont l'une se considerait supérieure, tenant l'autre pour barbare. Les Espagnols ont chassé les Inkas de Cuzco. Les Inkas ont construit ce site afin de se faire oublier des conquistadors.
Plus de mille personnes ont habité ici. Il faut se balader, savoir s'y perdre pour sentir cette ambiance unique. Un dédale d'escaliers et de terrasses. Mal aux jambes, mal aux pieds - ceci fait aussi partie de notre perception du site et restera gravé dans nos souvenirs.
Et ces vues... ces paysages... le brouillard se lève et revient, le soleil éclaire les montagnes et les pierres, puis il se cache dans les nuages, ensuite il réapparaît. Le spectacle grandiose de la nature nous met à genoux. La nature et la culture. Les cultures et leurs interdépendances. Elles se combattent, mais elles finissent par se mélanger, se fondre et puiser l'une dans l'autre pour donner cette image hétéroclite du Pérou d'aujourd'hui. On ne sait plus séparer les deux cultures. On observe par moment les éléments de l'une et de l'autre culture prendre le dessus afin de, pour finir, nous en "mettre plein les yeux".
Pendant que nous ne sentons plus nos jambes, à monter et descendre les escaliers du site principal, Maciek, Janusz et Pedro se sont donnés un défi d'atteindre le sommet du Waynapicchu (2693m n.p.m.), le rocher qui surplombe le Machu Picchu. L'escalade a duré une bonne une heure et demie et était plutôt difficile. Ils y ont vraiment "mouillé leur chemise". En arrivant en haut, leurs T-shirts étaient bon à essorer.
Janusz a dit : "Rien ne peut égaler la joie de regarder le Machu Picchu d'en haut"... On veut bien le croire. Un exploit dont nous sommes tous très fiers. Les nôtres ont réussi l'ascension du Wayna!
Pendant ce temps, en bas, nous avons failli sacrifier Agnieszka sur un autel en pierre, mais un garde nous a rappelé à l'ordre. Le site est en fait très surveillé. On ne peut s'assoir n'importe où ni faire n'importe quoi. Le respect de l'Histoire oblige.
Nous nous sommes retrouvés tous en bas, à la sortie du site. Nous avons déployé encore une fois nos drapeaux respectifs et nous avons ouvert nos deux bouteilles de champagne dont une a fait l'ascension de Wayna avec Janusz.
Nos T-shirts ont beaucoup plu, on reconnaissait les membres de notre groupe. A l'intérieur du site, nous avons rencontré des touristes qui nous abordaient en disant : "nous avons croisé les vôtres là haut, sur Wayna !".
Il était plaisant de remarquer que les jeunes de tous les pays du monde visitent le site, se rencontrent, discutent et échangent leurs expériences. Les touristes d'aujourd'hui - citoyens du monde, la marque des temps modernes.
Nous avons rencontré des Allemands de Brème, des jeunes filles Taiwanaises, un groupe de Japonais et... des Ukrainiens de Lvov, dont un papy parlant le polonais. Une rencontre très sympathique. Au moment de nous quitter, le papy a fait preuve de courtoisie à l'ancienne avec un baise-main à "nos filles".
Après cette rencontre, Agnieszka, Julia et Jola continuaient la visite fières comme des paons : un baise-main au Machu-Picchu, ça n'arrive pas à tout le monde!
Une expérience inoubliable. Le Machu Picchu a dépassé toutes nos attentes. C'est réllement un endroit sur terre qu'il faut voir une fois dans sa vie...
Nous rentrons à Ollantaytambo par le train de l'après-midi, puis nous reprenons nos voitures pour retourner à Cuzco. Juste avant de monter dans les voitures, nous nous achetons du maïs au fromage... mmmmmm....
Dîner dans le restaurant Sara à Cuzco. Très bon. Pas étonnant, le tuyau vient du Guide du routard de Gérard!
Très fatigués, nous rentrons à l'hôtel. Le ledemain, nous nous envolons vers la selva.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Estamos en Aguas Calientes. Alrededor de las 5:00 am corremos hacia un autobús que lleva a los turistas a Machu Picchu (la escritura del nombre es a veces diferente, ya que el quechua no tenía forma escrita segun la gente de alli es Machupicchu). Gracias a Bogdan , que se fue a por los billetes sin desayunar podemos montar en el segundo autobús.
El recorrido comienza por la orilla del rio Urubamba que lleva sus aguas furiosamente. El camino empinado con serpentinas y paredes verticales nos lleva hasta la montaña de Machupicchu. El rio en cada momento se hace mas pequeño. Alrededor hay otras montañas con las cimas cubiertas de niebla. Ver estas montañas es algo que se graba en nuestras mentes.
Machu Picchu es una ciudad en un bello paraje que esta a mitad de camino entre la amazonia y los andes que en su tiempo florecia de vida y comercio. Fue descubierta por casualidad porque despues de su declive la oculto vegetacion de la selva. Rodeada con montañas con un rio de exuberantes aguas mas abajo tenia que ser una ciudad privilegiada para vivir. Esta ciudad albergaba alrededor de 1000 personas. Para conocerla una poco y sentir como podria ser la vida en ella hay que emplear a fondo sus pies. Es lo que hicimos.
Las vistas impresionan. La niebla descende luego sube otra vez sale el sol abrasador y baña con su luz las grandes montañas cubiertas de vegetacion y el valle con su rio.
Janusz, Maciek y Pedro subieron a Waynapicchu (2693 m) lo que documentaron con fotos. Escalada duró más de una hora y fue muy difícil. En la parte superior las camisetas se podria escurrir de sudor, pero segun dice Janusz lo que cuenta es la verdadera satisfaccion y obviamente las vistas increibles.
Antes de abandonar esta antigua ciudad todo el grupo se reunió de nuevo. Bebimos champán (que tambien ha subido a waynapicchu dentro de las mochilas) sacamos nuestras correspondientes banderas y nos hacemos una foto de recuerdo. Por cierto nuestras camisetas y gorras oficiales despiertan curiosidad y dan lugar a entablar conversaciones con gente de otros paises. Preguntas acerca de dónde somos, qué idioma hablamos, están en el orden del día. Otros también hablan de sus experiencias en el camino. Turistas modernos - los ciudadanos del mundo - un síntonia perfecta.Hablamos con los ucranianos de Lviv, alemanes de Bremen, chicas de Taiwan y un grupo de Japoneses.
En esta época del año en MachuPicchu deberiamos esperar la lluvia. Sin embargo salio el sol y todo fue precioso.
Volvimos en el tren de la tarde a Ollantaytambo. El tren también tiene ventanas en el techo, lo que le permite ver las cimas de las montañas se elevan verticalmente hacia el cielo. Al lado de vias del tren el rio Urubamba con sus aguas turbias.
De Ollantaytambo a Cusco volvemos con nuestros coches. La cena en el restaurante Sara. Muy bueno. Estamos todos muy cansados y vamos al hotel casi durmiendo.
Mañana volamos en avión a Puerto Maldonado en la selva.
Aquas
Calliente. At 5AM, after quick
breakfast, we are marching to catch the first bus to Machu Picchu. From a shore of Urubamba River the bus takes
us by narrow winding road to fogged entrance of the Lost City at the top of the
hill. Clouds roll in and out allowing
magnificent views at the ruins and surrounding mountains. We begin exploring the Lost City.
For Janusz,
Maciek and Piotrek this is not enough.
They take a tiring hike to Wayna Picchu.
From the top the views are even more breathtaking, the ruins look like
made of Legos and powerful Urubamba like a little spill of coffee.
After a
descent back to Machu Picchu we meet to uncork couple of bottles of Champaign
and take a group photo with national flags.
Our t-shirts and hats catch attention of other tourists and become
conversation starters. Weather is
cooperating; sunshine is always appreciated in rainy season at Machu Picchu!!!
Time to
return to Cusco: bus down to Aquas Callientes, train to Ollataytamba, then
cars. We arrive at our friendly hotel
late at night. The flat tire has been
fixed.
Tomorrow
off to the jungle.
Agnieszka jako ofiara / Agnieszka comme offrande
Agnieszka como ofrenda en el altar / Agnieszka sacrificed
Uratowana... / Sauvée.../Salvada... / Saved...
Fotoreportaż ze zdobywania Waynapicchu / Ascension de Waynapicchu
Fotoreportaje de ascension al cumbre de Waynapicchu /
The climb of Waynapicchu
Dla takich widoków było warto się trudzić!
La vue valait cette peine!
Para estas vistas merecio la pena
The views were worth the pain!
Waynapicchu
Paweł uwiecznił sukces "naszych" teleobiektywem.
Les nôtres sur Wayna!
Pawel intento hacernos una foto con teleobjetivo
Pawel captured climbers with his tele-lens
Ta sama droga w dol
Descente par le même chemin
El mismo camino para bajo
The same way down
Nasi bohaterowie... / Nos héros.../Nuestros heroes / Our heros
Lama nie mogla uwierzyc, ze dali rade!
Le lama ne voulait pas y croire!
Nisiquiera la llama podia creerlo
Lama could not believe they could do it!
Nasze koszulki zawsze wzbudzały duże zainteresowanie /
Nos T-shirts ont été souvent remarqués par d'autres touristes ou locaux
Nuestras camisetas despertaban curiosidad
Our T-shirts always caught attention
Nasz blog tez chyba jest czytany... Przynajmniej przez rodziny i przyjaciół.
Oto jak widzą w Kraju naszą ekspedycję... I maja rację ;))
Dzieki, Guru !!!
Notre blog est lu également. Au moins par nos familles et nos amis.
Voilà comment un ami (merci, Guru !) perçoit notre expédition...
Il n'a pas tout à fait tort ;))
Nuestro blog esta siendo consultado... por lo menos por nuestros
amigos y familiares.
Our blog most likely is read as well... At least by families and friends.
This is how they see our expedition... And they are right ;))
Celebracja po zwiedzeniu Machu Picchu w barwach narodowych
Deuxième célébration avec les drapeaux (+ champagne)
Celebracion de visita de Machupicchu con colores nacionales (+ champan)
Celebration after visiting Machu Picchu displaying national colours.






Gratulacje!!!!
ReplyDeletePunkt kulminacyjny wyprawy (przynajmniej dla niektorych ;-)) zaliczony z klasa i elegancja!!!
Gorace pozdrowienia dla wszystkich!
Ika & Marta